wtorek, 9 maja 2017

Czy potrzebny jest nam talent?





Temat talentu jest bliski mojemu sercu, bo słowo to słyszę bardzo często przez całe moje życie. Co chwila słyszałam, że mam taki czy taki talent. Oczywiście mówiono mi to w formie komplementu, z wielkim uznaniem i podziwiem, że potrafię coś robić z dużą łatwością i wychodzi mi to bardzo dobrze. Ja jednak uważam, że słowo "talent" jest często nadużywane, w celu wytłumaczenia dlaczego ktoś jest w czymś lepszy od innych. A tak naprawdę talent to nie wszystko. Moim zdaniem na końcowy efekt mają znacznie większy wpływ inne rzeczy.


Jak już wiecie jestem osobą uzdolnioną plastycznie, czyli innymi słowy posiadam talent. Należę więc do pewnej grupy szczęśliwców, którzy taki talent dostali w prezencie od losu i potrafię malować. Natomiast pozostała grupa osób, nieobdarzona tym talentem, o malowaniu powinna zapomnieć i najlepiej nie tykać ołówka i farb. Nie ważne, że bardzo byś chciał/chciała malować, ogólnie przyjęto, że skoro nie przejawiasz talentu to wręcz powinieneś/powinnaś zostawić tą robotę dla innych. Teraz przypomnij sobie mojego ostatniego posta i wnioski, którymi się w nim podzieliłam. (Jeżeli nie czytałeś/aś poprzedniego wpisu to prędziutko nadrób zaległości! Myślę, że warto.) Już pamiętasz? No więc olać to! Chcesz rysować to bierz ołówek, kartkę papieru i rysuj. Według mnie, to nie tylko talent wpływa na nasze umiejętności plastyczne. Talent może nam to ułatwiać, ale to nie jest jedyny warunek, jaki trzeba spełnić w drodze do realizowania siebie poprzez malarstwo.

Spójrz tylko. Każdy z nas kiedy był małym dzieckiem coś malował lub rysował. W szkołach mieliśmy zajęcia plastyczne i nigdy nie zauważyłam, żeby komuś to nie sprawiało chociaż najmniejszej radości. Wręcz przeciwnie. Każdy był bardzo podekscytowany na myśl o lekcji plastyki. Dodatkowo dzieci jakoś bardzo nie przejmowały się swoimi umiejętnościami. Malowały dla przyjemności, czerpały z tego ogromną satysfakcje, a jak ktoś z grupy wyróżniał się zdolnościami plastycznymi to komplementowały i dalej pracowały nad swoimi małymi dziełami. To dopiero później, kiedy dorastaliśmy, zaczęło pojawiać się w nas przeświadczenie, że skoro już na starcie nie jesteśmy w czymś dobrzy, a ktoś inny jest od nas o wiele lepszy, to jest nam to po prostu niepisane. Nie masz talentu, więc porzuć to i zapomnij, tak jakby malarstwo miało być zarezerwowane tylko dla wybrańców. Bzdura! Skoro chciałbyś/chciałabyś to robić, to uwierz mi, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to zacząć, tylko Ty sam.



Kiedyś, jedna z moich nauczycielek plastyki powiedziała bardzo ciekawą rzecz: "Talent to tylko 10% drogi do sukcesu. Pozostałe 90% to ciężka praca." I ja podpisuje się pod tym obiema rękoma. Każdy z nas może malować bardzo dobrze. Oczywiście, jak z każdą umiejętnością, jedni uczą się tego szybciej, a inni wolniej. Jednak przy odrobinie wytrwałości i ciężkiej pracy możemy dojść do takiego poziomu o jakim nigdy nie marzyliśmy. Talent to nie wszystko. To nie jest tak, że ja od zawsze potrafiłam pięknie malować. Talent trzeba rozwijać, więc tak jak większość zaczynałam od malowania prostych rzeczy i nie zawsze mi wychodziło. Nawet teraz, odkąd intensywnie maluje (będzie to około 2 lat) widzę ogromne postępy. Wiecie, że kiedyś nie znosiłam farb? Prawie każda moja próba chwycenia za pędzel kończyła się fiaskiem. Zdecydowanie bardziej wolałam ołówek i kredki. A odkąd podjęłam moją próbę z akwarelami, poprzedzoną dogłębną obserwacją i studiowaniem różnych technik, to zakochałam się w nich. Moje uzdolnienia plastyczne zdałyby się na nic, gdybym po prostu nie malowała, nie próbowała różnych technik. Do teraz zdarzają mi się nieudane prace, ale w tym wszystkim chodzi o to, żeby się nie poddawać. To ciężka praca prowadzi częściej do osiągania sukcesów, niż wrodzony talent. Osobiście nie znam nikogo, kto po prostu urodził się z nim i nigdy nie musiał go rozwijać. Nawet słynny Mozart, złote dziecko, spędzał praktycznie całe dnie ćwicząc. To właśnie to zaparcie i wytrwałość doprowadziło go do perfekcji.

Żeby obalić doszczętnie te nieszczęsne tłumaczenia o talencie opowiem wam coś więcej o samej sobie. (Wybaczcie, że tak monotonnie, ale tak dokładnie jak działają pewne mechanizmy mogłam zaobserwować tylko na sobie.) A więc tak, talent plastyczny podobno mam. W późniejszym okresie życia odkryto mój talent muzyczny. W mig łapałam zapis nutowy, grę na saksofonie altowym, potem tenorowym, sama też nauczyłam się grać na gitarze (nie jakoś wybitnie, ale zagrać potrafię). Tutaj pojawia się pewna ciekawa kwestia. Przygodę z muzyką rozpoczęłam na niepopularnym instrumencie zwanym waltornią. Wiecie co jest najlepsze? Nauka gry szła mi okropnie. Szczerze mówiąc nienawidziłam tego instrumentu. Zupełnie do mnie nie przemawiał, więc gra na nim była katorgą dla mej duszy. Zauroczył mnie natomiast saksofon altowy i po pewnym czasie przerzuciłam się na niego. Strzał w dziesiątkę! Nauka szła jak po maśle, mogłam grać całe dnie, co świetnie nabiło mi usta (ci co znają temat to wiedzą, że po kilkugodzinnym graniu non stop na instrumencie dętym, mięśnie ust padają, ale mięśnie można wyćwiczyć i wydłużyć ich kondycje regularnymi ćwiczeniami). Tak więc grę na saksofonie opanowałam w mig. I teraz co? Podobno mam talent muzyczny. Dlaczego więc na waltorni szło mi okropnie? Bo nie oddałam się ćwiczeniom z taką pasją i determinacją, jak grze na saksofonie.



Idąc dalej nauka języków obcych. Uczyłam się ich jak każdy przeciętny uczeń. Klasówki pisałam na 5 lub 6 i ogólnie nie było żadnych problemów. Jakiś uzdolnień językowych nikt nie zauważył, a jednak, kiedy poznałam Goko, to mój angielski z poziomu szkolnego (czyli kali jeść, kali pić) w ciągu miesiąca doszedł do poziomu komunikatywnego. Miałam dobrego nauczyciela? Być może. :D Jednak według mnie ważniejszy był czynnik motywacji i włożonej w to pracy. Rozmawialiśmy praktycznie codziennie i pomimo trudności na początku, z dnia na dzień szło mi coraz lepiej, dzisiaj posługuje się angielskim bez najmniejszych problemów. Po przeprowadzce do Turcji nauczyłam się tureckiego i teraz moi znajomi słysząc moje postępy mówią, że mam talent do nauki języków. Nie moi drodzy, ja po prostu miałam świetną motywację, bo głupio by było nie móc się dogadać z tutejszymi ludźmi i ciągle czekać na pomoc męża.

Jeżeliby tak tłumaczyć wszystkie moje umiejętności wrodzonymi talentami, to miałabym ich o wiele za dużo. Uważam jednak, że ja wypracowałam w sobie pewną kluczową i ważną umiejętność, czyli umiejętność skutecznej samomotywacji i dyscypliny. I to właśnie to przesądziło o tym, że mam tak bardzo rozwinięte niektóre z umiejętności. To nie żadna magia lub dar od niebios, tylko ciężka praca prowadzi do sukcesu. Jeżeli więc jest coś co Cię kręci, co zawsze chciałeś/chciałaś robić, to spróbuj. Nie poddawaj się po kilku porażkach. Wyciągnij z nich wnioski, ucz się na nich i wytrwale brnij do celu. W pewnym momencie zaczniesz zauważać efekty, gwarantuje, że tak będzie, bo talenty nie spadają nam z nieba. Każdy z nas musi sobie je sam wypracować.

PS Post ten powstał, gdyż chciałabym zarazić większość osób zamiłowaniem do malowania. Planuje posty, które być może ułatwiły by, niektórym z Was, start w rysunku i malarstwie. Ten wpis to swego rodzaju wstęp, w którym pragnę obalić, moim zdaniem, największą przeszkodę do chwycenia ołówka w dłoń. Mam szczerą nadzieję, że udało mi się to osiągnąć.

1 komentarz:

  1. To, że ktoś ma talent nie znaczy, że od razu osiągnie sukces. Trzeba ciężko pracować i dążyć do celu :)

    OdpowiedzUsuń